Szkoła powinna czynić z nas badaczy - wywiad z dr. Piotrem Wasylukiem

Czy edukacja w obecnej formie przystaje do czasów i problemów, z którymi mierzymy się jako ludzkość? Czy widać trendy, które mogą nam pomóc dostosowaniu jej do oczekiwań i wymagań uczniów? W końcu – kto powinien zająć się wdrażaniem zmian? O przyszłości edukacji rozmawiamy z doktorem nauk filozoficznych i ekspertem od analizy i kreowania trendów – Piotrem Wasylukiem.


Piotr Wasyluk - właściciel firmy @Wasyluk Projektowanie Kreatywne. Doktor nauk humanistycznych i nauczyciel akademicki z wieloletnim doświadczeniem dydaktycznym. Moderator design thinking. Jest specjalistą i praktykiem w zakresie projektowania ekosystemów usług, modeli biznesowych i nowoczesnych marek.


Czy edukacja ma przyszłość? 

To nie jest pytanie o to, czy edukacja ma przyszłość, a jaka edukacja ją ma. Ja stawiam wszystko na edukację nieformalną. Najlepszym przykładem są korepetycje. Jeszcze 10 lat temu co 7 uczeń z nich korzystał. Teraz korzysta co 3. Jak dodamy do tego szkoły korczakowskie, steinerowskie i wszelkiej maści szkolenie domowe, to wychodzi nam, że ta klasyczna, szkolna edukacja nie jest już jedyną opcją. Rynek edukacji nieformalnej rośnie i w tej chwili wynosi już około 4 miliardów rocznie. Tak, edukacja ma przyszłość.

Uważasz zatem, że powszechna edukacja traci na wartości?

Pytanie: jak mierzyć wartość edukacji? Młode pokolenie, pokolenie Zetek nie przywiązuje uwagi do tytulatury, kwalifikacji, certyfikacji. 
Te wszystkie duże kompetencje, poprzedzone 3 czy 5 latami edukacji, są zbędne na rynku pracy. Na sile przybiera trend mikro kompetencji. Umiejętności, których uczymy się szybciej, a zostają z nami na całe życie. Jak rozwiązywanie problemów na przykład. Zmiany zachodzą tak szybko, że studiowanie czegoś specjalistycznego mija się z celem. No oczywiście poza prawem czy medycyną, tu działają inne mechanizmy. 

Powszechna edukacja może i nie traci na wartości, ale wiele wskazuje na to, że formuła edukacji opartej na wiedzy historycznej powoli odchodzi do lamusa.

Myślisz, że edukacja wyjdzie tym samym na stałe z budynków?

Ona już z nich wychodzi. Dobrym przykładem są leśne szkoły. Chociaż formalna edukacja też próbuje wychodzić. Przykładem jest chociażby edukacja dualna, czyli wysyłanie studentów do miejsc pracy. 

Jeżeli potraktujemy to wyjście dosłownie, to musimy się zmierzyć z przekonaniem — moim zdaniem błędnym — że edukację możemy odebrać tylko w szkole. Że tylko tam możemy potwierdzić swoje kompetencje. Moim zdaniem więcej okazji do nauki mamy poza budynkami, w których szkoły się mieszczą.

To wychodzenie może rodzić problemy wśród nauczycieli. 

Wiedza jest powszechna. Nauczyciele nie są już, tak jak miało to miejsce jeszcze z 50 lat wstecz, depozytariuszami wiedzy, jej strażnikami. Dziś o wszystkim dowiesz się z Internetu. Każdy może uczyć się sprawnie poza modelem znanym ze szkoły. Dlatego też musi zmienić się rola nauczyciela.

Czy wyjście z budynków wywoła rewolucję? Musi, chociażby w kształceniu nauczycieli. My przecież nie mamy szkół dla nauczycieli. Kompetencje pedagogiczne zdobywają oni na kursach przygotowawczych. Nie ma, tak jak w Skandynawii, szkoły dla belfrów. Gdzie bariera wejścia jest bardzo duża; gdzie jest 12 chętnych na 1 miejsce, a samą szkołę trudno skończyć. Jeżeli chcemy, żeby nauczyciele mogli się do wszystkiego przygotować i odnaleźć w tym, co przyniesie przyszłość, zapewnijmy im do tego odpowiednie warunki. 

Ale za tym — za takiego rodzaju certyfikacją — musiałyby pójść zupełnie inne warunki płacowe.

Wiesz co, ja to w ogóle mam problem z mówieniem, że zawód nauczyciela to jakaś szczególna misja. To zawód jak każdy inny, do którego wykonywania potrzebujesz silnych kompetencji i dobrego przygotowania. Sam byłem przecież nauczycielem akademickim przez wiele lat; wiem, o czym mówię. Do tego dochodzi odpowiedzialność za to, co przekazujemy młodemu człowiekowi. Jedno z drugim sprawia, że ten zawód powinien być zawodem dobrze opłacanym, a nie zawodem życiowym.

À propos życiowych zawodów — uważasz, że szkoła uczy teraz kompetencji, których niebawem będziemy potrzebować? 

A jakich kompetencji będziemy potrzebować? Ja widzę pewien rozdźwięk. Jest sporo badań, które pokazują, jakie zawody umrą, a jakie się narodzą i będą przynosić wysokie dochody. Międzynarodowe Forum Ekonomiczne przeprowadza co pięć lat badania, których zadaniem jest wybranie tych kompetencji, które będą kluczowe w najbliższych latach. No i za cholerę się to nie zgrywa. 

Mogę tu przywołać Kena Robinsona, który powiedział, że zawody będą się kończyć, ale kompetencje nie. No i tu się pojawia pytanie o edukację w Polsce — czy ona uczy 

kompetencji, czy zawodów? Które minima programowe oparte są o te kompetencje przyszłości? Uczy się ogólnej wiedzy, nieznacznie modyfikowanej na przestrzeni lat. 

Weźmy na tapet pracę zespołową. Na którym przedmiocie uczy się pracy zespołowej? 

Na WF-ie.

No tak, w jakimś sensie sporty zespołowe uczą tych cech. WF jednak nie jest po to, żeby uczyć kompleksowo umiejętności współpracy.

A które przedmioty uczą krytycznego myślenia? Logikę ma niewiele szkół. Filozofię tak samo. Kończymy na tym, że nie potrafimy wykonać prostych, życiowych czynności, bo się ich nie nauczyliśmy. Nie umiemy wypełnić PIT-u. Influencerka idzie na grzyby z telefonem i nie umie odróżnić kurki od trujaka i robi sobie potem z tego jajecznicę. A to wszystko ogląda 300.000 młodych ludzi na TikToku, których nikt nie nauczył krytycznego myślenia i podważania ogólnodostępnych komunikatów. 

Badania mówią o tym, że 60% uczniów nie potrafi czytać kontekstowo. Przecież to przerażające dane. Dlaczego nie uczą się tego w szkole? 

Zanim zmieni się system, wiele wody w rzekach upłynie. Jak w takich realiach może odnaleźć się pojedynczy nauczyciel?

On się musi w tych realiach odnaleźć. To jego obowiązek. Jego zadaniem jest prezentowanie wiedzy, która jest użyteczna i aktualna. Jeżeli mówi się tyle, że system lekcyjny, w którym nie pozwala się uczniowi zabierać głosu na lekcji jest szkodliwy, to edukator ma obowiązek swój system edukacji zmodyfikować.

Jeżeli nauczyciel widzi reguły czy zachowania szkodliwe, powinien im przeciwdziałać. Moja praktyka pokazuje, że dobre rzeczy w polskiej edukacji muszą czasami dziać się wbrew systemowi. Czasami trzeba się z nim nie zgodzić, żeby na tym gruncie mogło urosnąć coś dobrego. 

Na kim mają polegać nauczyciele, skoro nie na systemie? Na technologii?

Technologia jest dobrym narzędziem, ale nigdy nie wyręczy nauczyciela, może mu co najwyżej pomóc. Nawet te najbardziej innowacyjne rozwiązania technologiczne nie są w stanie pokonać pewnych granic. Sztuczna inteligencja nie myśli kontekstowo, nie myśli krytycznie. Ona jest stworzona do naśladowania, do działania mimetycznego. 

Ludzi, którzy mówią o zmianach w edukacji jest bardzo dużo. Cenię Ivana Illicha, autora książki „Odszkolnić społeczeństwo”. Jako jeden z pierwszych pokazał, że szkoła to nie jest do końca dobry wynalazek, że trzeba się nad nią zastanowić na nowo. 

Pojedynczo ciężko jest cokolwiek zmienić, ale technologia pozwala nauczycielom łatwiej łączyć siły i wspólnie robić coś dobrego. 

A czy dobry będzie powrót do nauki zdalnej, tym razem przez wzgląd na czynniki ekonomiczne? Myślisz, że zdalna edukacja zostanie z nami na stałe?

Myślę, że może nie zdalna w 100%, ale hybrydowa na pewno. Przełamaliśmy pewną trudność. O zdalnym nauczaniu mówiło się od 20 lat. COVID-19 stał się akceleratorem narzędzi i zjawisk, których trochę się obawialiśmy. Musiało się pojawić coś, co wystraszyło nas mocniej.

Co w tej sytuacji z technologią? Czy ona jest już gotowa?

Platformy edukacyjne się sprawdziły, z rozszerzonej rzeczywistości korzystamy np. w medycynie czy szkolnictwie zawodowym. Dzięki niej możemy symulować sytuacje, które nie byłyby możliwe do odtworzenia w naturalnym środowisku. 

I okej, z jednej strony można się zastanawiać, czy technologii wokół nas nie jest zbyt wiele. Zwłaszcza dla uczniów klas 1-3. Ale z drugiej strony ktoś tym dzieciom telefony kupuje. Sprawia, że są dla nich naturalnym środowiskiem. I utyskujemy nad tym, że młodzież spędza zbyt wiele czasu w Internecie, kiedy jednocześnie w szkolnych ławkach przesiaduje po kilka godzin dziennie. Czym różni się jedno od drugiego? Jedni i drudzy widzą świat jak w świecie platońskim, w postaci cieni na ścianie. Narzekamy na edukację cyfrową, bo wydaje się nam sztuczna, bo nie odzwierciedla świata rzeczywistego. Uczniowie, którzy siedzą przyspawani do ławek też tego świata nie widzą.

Sugerujesz, że marnujemy potencjał uczniów? Ich pomysłowość i kreatywność?

Musimy odwrócić sposób myślenia. Ci wszyscy, którzy teraz budują rakiety, nie zainteresowali się nimi dlatego, że przeczytali o nich w książce do fizyki. Stracili dla nich głowę, bo zobaczyli je na żywo. Dopiero ten impuls skłonił ich do nauki. Jeśli odczuwamy deficyt wiedzy, robimy wszystko, aby ją zdobyć. I tu przytoczę, choć niedokładnie, słowa Karla Poppera: „Nasza chęć zdobywania wiedzy nie bierze się od zdobywania informacji, bierze się od problemu”. 

Najpierw zainteresujmy ludzi problemami, a oni już sięgną do książek. I teraz pytanie, czy wiedza teoretyczna, przekazywana w szkołach, może zainspirować do naprawiania świata? Ken Robinson powiedział, że szkoła oducza nas kreatywności. I to należy zmienić. 

Czego w takim razie powinna uczyć szkoła, która chce wychować ludzi, którzy znajdą rozwiązania dręczących świat problemów? 

Powinna uczyć wszystkich sposób rozwiązywania problemów. Ich jest przecież mnóstwo. Dla przykładu — kiedy mówimy o ratowaniu ekologii, prowadzimy dyskurs między teoriami. Teoria dyskutuje z teorią. Która ma rację? Stosowanie znanych teorii do rozwiązywania nowych problemów jest błędem; jest błędem ekstrapolacji. Czy takie teorie mają prawo być skuteczne? Moim zdaniem jedynie w części. Jeżeli pojawiają się nowe problemy, powinny pojawiać się też nowe sposoby ich rozwiązywania. Tego myślenia powinniśmy uczyć się od najmłodszych lat. Nie gotowej wiedzy, a kompetencji, które pomogą nam radzić sobie z wyzwaniami. 

Szkoła powinna czynić z nas badaczy. Ludzi, którzy potrafią patrzeć na świat z perspektywy tego co było, co jest i co może się wydarzyć. Ludzi, którzy myślą krytycznie i stawiają pytania. A potem znajdują na nie odpowiedzi.

Ile powinno zostać ze starego programu nauczania, a ile powinniśmy z niego wyciąć i w to miejsce włożyć nowe przedmioty?

Jako były wykładowca filozofii mogę powiedzieć, że za dużo uczy się historii filozofii, a z mało o tym, co filozofia mogłaby powiedzieć o przyszłości. Bardzo często mówi się o tym, że nasz system edukacji powstał w XIX wieku i od tamtego czasu jest nieznacznie rozwijany. Uczymy się zgodnie z modelem naukowości napędzanej przez historię. 

Hegel powiedział, że historia jest nauczycielką życia, ale pod warunkiem, że potrafimy ją właściwie odczytywać. Pytanie: czy faktycznie to potrafimy? Czy historia zawiera się w datach? Czy powinna być traktowana liniowo, tak jak uczy się nas tego w szkole? Wpisaliśmy całą naszą wiedzę w jedną linię, ucząc się dat. Na polskim zaczynamy od Biblii i lecimy przez kolejne epoki. Na historii — to samo.

To jest istotne, okej. Ale czy na pewno powinniśmy poświęcać cały swój czas na uczenie się o tym, co było? Nie znam odpowiednich proporcji. Wiem jedynie, że w tej chwili są szkodliwe. 

Wyobrażasz sobie świat, w którym edukacja traktowana jest jako usługa? 

Jest to scenariusz, o którym się mówi. Bo z jednej strony może rozwiązać problem z zatrudnieniem nauczycieli, a z drugiej uratować kwestię finansowania edukacji w ogóle. Co więcej, badania udowadniają, ze im mniej uczniów w klasie, tym lepsze efekty nauczania. Do tego to, o czym już wspomnieliśmy — co 3 uczeń i tak chodzi na korepetycje. Ten świat już dzieje się dookoła nas. 

A czego w tym pędzącym świecie chciałbyś życzyć nauczycielom w dniu ich święta?

Chyba tylko tego, żeby znaleźli czas na wysłuchanie uczniów i żeby ci pokazali im taką edukację, jakiej pragną. Bo to sprawi, że wszystkim nam będzie w przyszłości znacznie lżej. 

Rozmawiał: Michał Dziermański

 

Resztę wywiadów z naszymi belframi znajdziesz w naszym e-booku. Kliknij w obrazek, aby przejść dalej.


Te artykuły też mogą Ci się spodobać

Trygonometria

Przedstawiamy zadanie z matematyki na podstawie arkusza maturalnego, poziom rozszerzony.

Dlaczego (i co) warto czytać po angielsku?

Mówi się, że czytanie jest dobre na wszystko. Czytanie książek pobudza wyobraźnię, poszerza horyzonty, uczy o świecie i innych kulturach lub konkretnych dziedzinach nauki. Jest ono nieodłącznym elementem naszego życia. Czytanie gazet i czasopism pozwala nam na zapoznanie się z aktualnymi wieściami ze świata bądź interesującymi nas tematami. Z różnymi tekstami pisanymi spotykamy się na co dzień – w domu, podczas spaceru, podróży, w pracy… słowem – wszędzie.

Dodaj ogłoszenie
Najpopularniejsze artykuły
10 najlepszych aplikacji do nauki języków obcych

Znajomość języka obcego jest praktycznie niezbędna w dzisiejszym świecie. W poniższym tekście przedstawimy Wam 10 aplikacji mobilnych, które umożliwiają naukę różnych języków obcych.

Jakie książki wybrać, aby dobrze przygotować się do matury z matematyki?

Jakie książki wybrać, aby dobrze przygotować się do matury z matematyki? Ciężko na to pytanie odpowiedzieć, ponieważ na rynku jest bardzo dużo pozycji. Przedstawiamy subiektywną listę od naszego korepetytora.

Matura ustna z angielskiego - przydatne zwroty

Zebraliśmy zwroty z języka angielskiego, które musisz znać przed egzaminem ustnym.

Baza testów
e-korepetycje.net
Pobierz darmowe ebooki
i zapisz się na newsletter.
e-book




Raport cen korepetycji 2022