Jak trafnie zdiagnozować spektrum autyzmu? Czego w procesie uczenia pragną dzieci? Jakich cech potrzebują nauczyciele i korepetytorzy, żeby być idealnym wsparciem? Z okazji Światowego Dnia Świadomości Autyzmu rozmawialiśmy z psycholożkami olsztyńskiego Centrum Psychoterapii – Asią Dobrowolską i Anetą Brzezińską.
Michał: Jak bardzo zróżnicowane są potrzeby dzieci w spektrum? Czy możemy przyjąć jeden schemat dla wszystkich, czy może jednak każdy przypadek będzie inny?
Aneta Brzezińska: Jak sama nazwa wskazuje – “spektrum” – diagnoza w tym przypadku jest bardzo szeroka, pełna skrajności. Rzeczywiście tak jest, że niektóre dzieci nie będą mówić, będą potrzebować dużego wsparcia, a inne będą funkcjonować na tyle dobrze, że w pierwszym momencie nie da się wychwycić, że są w spektrum autyzmu. W zasadzie ile poznamy osób, tyle poznamy też indywidualnych przypadków – ich trudności i tego, w czym są dobre. Osoby w spektrum autyzmu są po prostu tak samo różnorodne jak każdy z nas.
Po czym w takim razie poznać, że możemy mieć do czynienia z dzieckiem w spektrum? Na jakie pierwsze sygnały powinniśmy zwrócić uwagę?
Asia Dobrowolska: Diagnozę autyzmu można stawiać od naprawdę wczesnych lat, dosłownie od 1. roku życia. Najczęściej jest to jednak moment, kiedy dziecko idzie do przedszkola. To jest ten moment, kiedy u dzieci powinna rozwinąć się mowa, kiedy powinny budować już pierwsze zdania i jeśli tego nie robią, to rzeczywiście jest to taki pierwszy mocny sygnał, że możemy mieć do czynienia z jakąś neuroróżnorodnością.
Z kolei w latach niemowlęcych, bo już wtedy pojawiają się pierwsze znaki, możemy zauważyć odbiegające od normy zachowania związane z fizycznymi aspektami: na ile dziecko jest drażliwe czy płaczliwe. Z jednej strony mogą to być niesamowicie intensywne momenty płaczu, a z drugiej całkowity jego brak. Tu jednak często trudno to zauważyć, bo jeśli dziecko jest bardzo spokojne, nie płacze, dobrze śpi i nie jest nerwowe, to jest to często dla rodziców powód do radości. Warto zwracać w takich przypadkach uwagę, czy dziecko reaguje uśmiechem, gdy na nas patrzy, czy szuka bliskości i więzi, czy jednak najlepiej czuje się na uboczu, samo we własnym łóżeczku.
W późniejszym wieku wskazania są bardziej czytelne, bo dziecko znajduje się w nowych sytuacjach społecznych, pojawiają się nauczyciele, którzy są nowymi obserwatorami i często widzą coś, do czego rodzice dawno przywykli i przestali zwracać na to uwagę.
[Asia Dobrowolska]
Zawsze te emocje tak małego dziecka będą wskazówką?
Aneta: Niekoniecznie. Zdążyliśmy już wspomnieć o tym, jak różnorodne jest spektrum autyzmu. Część osób po prostu może być wycofana, bardziej introwertyczna. Bardziej chodzi o to, ile i jakie cechy współwystępują ze sobą i jaki razem dają obraz.
To ile takich sygnałów współwystępujących powinniśmy potraktować jako zaproszenie do diagnozy?
Asia: Nie ma takiej liczby, za to ważne jest, aby uważnie obserwować rozwój dziecka: jak się zachowuje i jak się to zachowanie zmienia na przestrzeni czasu, czy wszystko jesteśmy w stanie wyjaśnić temperamentem dziecka. Najczęściej jednak chodzi o mowę, ona jest najważniejszym wskaźnikiem. Często w przypadku dzieci w spektrum autyzmu dochodzi do wyraźnych przeskoków – dziecko długo nie mówi, posługuje się monosylabami, a potem jak wystrzeli, to ciężko je zatrzymać. To samo tyczy się w zasadzie wszystkich tzw. “kamieni milowych” w rozwoju dziecka, czyli tego, kiedy dziecko siada, kiedy staje na nogi. Jeśli te momenty są znacznie oddalone od normy, też możemy zastanowić się nad diagnozą.
Myślicie, że rodzice są na tyle świadomi, żeby łączyć te symptomy z wizytą u psychologa? Jako jeszcze niedoświadczony, przyszły rodzic pewnie łączyłbym je z ortopedą w przypadku chodzenia albo logopedą dziecięcym w przypadku problemów z mową.
Aneta: To i tak jest dobry pierwszy krok – podjąć działanie, kiedy myślimy, że coś jest nie tak. Myślę, że lekarze mają już dużą świadomość na temat spektrum autyzmu i wiedzą, jakie zaburzenia rozwoju mogą w związku z nim występować. Nie sposób być rodzicem, który od razu wszystko wie i zna rozwiązanie dla każdego schorzenia czy powód każdej nieprawidłowości. Ważne, żeby z czułością i uwagą obserwować dziecko i podejmować działania, kiedy coś budzi nasze obawy. Wierzę, że jakikolwiek specjalista, do którego udamy się z prośba o diagnozę, będzie w stanie pokierować nas dalej.
Asia: Jest też coraz więcej treści edukacyjnych na temat psychologii dziecka, nawet w poradniach lekarskich, u lekarzy pierwszego kontaktu. Mówi się na ten temat coraz częściej i dzięki temu nasza świadomość jest coraz szersza, a to pozwala szybciej i celniej diagnozować osoby w spektrum. Każde działanie, które podejmujemy z troski ma teraz szansę szybko dotrzeć do celu.
Źródła w Internecie często pozostawiają jednak wiele do życzenia, jeśli chodzi o ich rzetelne podejście do tematu. Gdybyście mogły polecić jedną książkę, publikację, od której warto zacząć zgłębianie tematu autyzmu, to na co zwrócicie naszą uwagę?
Aneta: Ostatnio czytałyśmy tu w poradni świetny reportaż Jacka Hołuba – “Wszystko mam bardziej”. To zbiór historii ludzi w spektrum, którzy dzielą się tym, jak przebiegało ich życie, jak zróżnicowane są to przypadki. Myślę, że dla rodziców to nieoceniona kopalnia wiedzy.
O autyzmie w ogóle mówi się ostatnio coraz częściej. Czy jest to kwestia rozwoju cywilizacji i technologii, edukacji rodziców, a może specjalistów?
Aneta: Myślę, że wszystkiego po trochu. Jest więcej edukacji na temat spektrum, dużo nowej wiedzy, której wcześniej nie było, mamy nowe możliwości diagnozowania, dzięki czemu wychwytujemy coraz młodsze osoby. Wcześniej wiele osób dobrze funkcjonujących w społeczeństwie “umykało” diagnozie. Teraz, przy nowych narzędziach i metodach jest o takie przeoczenie o wiele trudniej.
No właśnie, a co z dorosłymi, których autyzm “umknął” uwadze otoczenia. Jakie objawy występują u nich?
Asia: Widzimy coraz większą grupę dorosłych: 20-, 30-, nawet 40-latków, którzy przychodzą na diagnozę, bo całe życie czuli, że coś jest nie tak, ale nie mogli połączyć kropek. Często ci dorośli mają jakieś wspomnienia ze szkoły, w których odstawali od grupy, nie potrafili się odnaleźć, albo mieli problemy w nauce, których nie potrafili wyjaśnić. Najważniejszym wskazaniem są jednak te kontakty społeczne – na ile rozumiemy to, co się dzieje wokoło nas. Jak się czujemy w inicjowaniu rozmowy, jak odnajdujemy się w small-talkach, na ile to wywołuje w nas niepokój.
Aneta: I na ile jest to sztuczne, bo jeśli przez całe życie wymaga to od nas nakładania masek, to to nie jest naturalne. Często po diagnozie bywa tak, że dorośli w spektrum zaczynają rozumieć siebie samych lepiej, a kontakty z ludźmi zyskują na naturalności, a rozmowy o pogodzie przychodzą prościej. Jak się zna źródło, jest po prostu dużo łatwiej.
Asia: Warto zwrócić na to, jak reagujemy na wszelkie zmiany – jak się czujemy, kiedy następuje nagła zmiana planów. Czy pojawiają się wtedy niepotrzebne emocje, z których nie jesteśmy w stanie przez jakiś czas wyjść. Kolejną taką rzeczą jest wrażliwość sensoryczna, ale np. na konkretne rodzaje tkanin. Potem się okazuje, że trzydziestoletni chłopak chodzi od małego tylko w jednym rodzaju bluz, bo inne go “gryzą”. To są wszystko bardzo podobne rzeczy jak u małych dzieci tylko trochę inaczej wyglądają.
Obserwujecie jakiś rodzaj wstydu przed diagnozą u osób dorosłych?
Asia: Jest go trochę, ale wynika to z niewiedzy przede wszystkim. Czy ja powinienem to teraz wszystkim dookoła powiedzieć? Czy jestem upośledzony? Czy to da się leczyć i kiedyś minie? Dorosłym towarzyszy lęk przed pójściem do psychiatry, że to oznacza jakąś bardzo poważną chorobę. Brakuje takiego zrozumienia, o co tak właściwie chodzi z tym autyzmem.
Aneta: Ale koniec końców nawet dorośli rozumieją, że to po prostu inny sposób patrzenia na świat, inny rodzaj okablowania w mózgu.
Faktycznie jest tak, że osoby w spektrum potrzebują jasnych wskazówek, konkretnych wytycznych, a gorzej odnajdują się w zadaniach otwartych i abstrakcyjnych?
Aneta: To bardzo zależy od osoby. W spektrum jest zapotrzebowanie na różne schematy, na taki konkret. Niektóre dzieci potrzebują zadań opartych na logice, często są świetne w zadaniach matematycznych, bo ich się nie da interpretować na różne sposoby, jest po prostu wynik zadania. To nie znaczy jednak, że część dzieci w spektrum nie będzie sobie radzić świetnie z innymi zadaniami. Muzyka jest tu takim przykładem, bo część autystów po prostu widzi w niej schematy, wszystko składa się im w jedną całość.
Asia: Drugim takim przykładem są języki obce, których nauka jest przecież rozległa, ale jednak toczy się według jasno określonych zasad i niby jest to materiał werbalny, a jednak dzieci w spektrum często radzą sobie z nim świetnie, o wiele lepiej niż dzieci neurotypowe.
Aneta: Mamy też w poradni dzieci, które – wbrew temu, co się mówi o autyzmie – są świetne, uwaga, w analizie dzieł literackich czy interpretowaniu obrazów. Powtórzę: wszystko zależy od tego, gdzie dany człowiek odnajdzie schemat.
Jak w takim razie odróżnić patologiczny opór (PDA), jeden z objawów autyzmu, od zwykłej niechęci do wykonania jakiegoś zadania?
Asia: Zespół Patologicznego Unikania, tak to dokładnie tłumaczymy na język polski, to jedno z zachowań, które może prezentować osoba w spektrum – częściej dziecko niż dorosły – które wiąże się z niemożnością wykonania jakiegoś polecenia. Nie dlatego, że nie ma umiejętności, ba!, może nawet lubić tę czynność, a dlatego, że pojawia się jakieś bezpośrednie oczekiwanie względem niego. Często takie dziecko mówi wtedy, że nie może tego zrobić, że nie chce; pojawia się bardzo silny opór emocjonalny. Warto zaznaczyć, że PDA nie jest jeszcze solidnie opracowane naukowo. Jest to raczej forma opisu jakiegoś profilu funkcjonowania, a nie konkretne kryterium diagnostyczne.
Myślę, że jest to bardzo trudne, żeby odróżnić PDA od zwykłej niechęci i raczej zachęcałabym do uważnej obserwacji, czy takie zachowanie wiążę się z czymś dodatkowym – lękiem, silną potrzebą kontroli, nadwrażliwością sensoryczną. Niechęć będzie nam wtedy łatwiej zrozumieć, zamiast kategoryzować to zachowanie jako Zespół Patologicznego Unikania. Łatwo jest podpiąć wiele zachowań pod spektrum i zaczynać upraszczać funkcjonowanie dziecka, które jest przecież bardzo złożone. Ważne natomiast jest, żeby dziecko wspierać i z zainteresowaniem, żywą chęcią inspirowania go, pomagać mu odnaleźć się w zadaniach, które przyjdzie mu wykonywać. Zwyczajnie zaangażować się w jego sytuację.
No właśnie, mówimy o wspieraniu dzieci w spektrum – czy skupianie się na ich “wyspach kompetencyjnych”, obszarach, w których radzą sobie najlepiej, jest najlepszą formą wsparcia?
Aneta: Część osób w spektrum faktycznie będzie miała takie rzeczy, w których czuje się świetnie i notuje fajne wyniki, ale tak jest przecież u każdego z nas. Nikt nie jest dobry we wszystkim i przeważnie mamy coś, co wychodzi nam lepiej. Oczywiście, można korzystać z tego, co dane dziecko już ma w sobie rozwinięte, bo to jest jakiś zasób. Można to wykorzystać w nauce i w codziennym funkcjonowaniu, bo to może być świetny sposób na to, żeby to dziecko zbliżyć do siebie, ułatwić kontakt.
Jeśli dziecko lubi bawić się klockami, to wykorzystajmy je w nauce matematyki, możemy tłumaczyć nimi różne zadania. Używajmy tych rzeczy razem z tym dzieckiem, pokazując im tym samym przy okazji inne tematy.
Asia: Zdecydowanie! Nie warto się zniechęcać, że dziecko ma tylko jeden wybrany przez siebie obszar zainteresowania. Zastanówmy się, jak możemy to wykorzystać do wspierania innych obszarów, które chcemy budować. Pod żadnym pozorem nie odrzucałabym tej jednej wiodącej rzeczy, bo jest ona bardzo ważną częścią świata dziecka.
A co w takim razie przeszkadza dzieciom w spektrum? Skoro wiemy już trochę, jak je wspierać, to porozmawiajmy o tym, czego unikać.
Asia: Zależy od potrzeb dziecka. Są dzieci, które na hałas czy światło będą reagować wręcz fizycznym bólem i tu ta nadwrażliwość jest naprawdę duża. Warto wtedy zmienić światło na ciepłe, dzienne, unikać jaskrawych kolorów. O ile jest to możliwe, bo realia są takie, że często klas lekcyjnych nie da rady dostosować w taki sposób.
Dzieci czułe na dźwięk słyszą często każde mlaśnięcie, każdy oddech. Niektórych rzeczy nie da się wyeliminować, jeśli dziecko funkcjonuje z resztą klasy. Ale są dzieci, którym nic z tych rzeczy nie będzie przeszkadzać. Zresztą! Dzieci neurotypowe też często potrzebują ciszy do skupienia i koncentracji. Ważne jest, żeby zwracać uwagę na potrzeby dziecka i robić wszystko, żeby w miarę możliwości dostosować do nich to środowisko. Na pewno nie ma jednego wzorca, który załatwi potrzeby wszystkich dzieci w spektrum.
Aneta: Część dzieciaków może też przesuwać granice, które powodują u nich przebodźcowanie. Oczywiście mówimy o delikatnych przesunięciach, które zwiększają wytrzymałość na takie bodźce. Niestety, w dorosłym, realnym życiu nie będziemy w stanie wyeliminować wszystkich czynników, więc te mechanizmy, które dziecko w sobie wypracuje, na pewno będą procentować w przyszłości. Zwłaszcza z emocjami i frustracją, które mogą się pojawiać w kontekście tych przeszkadzających bodźców.
Jak w takim razie powinien zachowywać się nauczyciel lub korepetytor? Jak może ułatwiać naukę dziecku w spektrum?
Aneta: Myślę, że warto patrzeć na dziecko przez pryzmat drugiej osoby, a nie przez pryzmat autyzmu. Zauważyć, w czym jest dobre, czy ma trudności i w czym. Następnie wzmocnić atuty i skupić się na tym, co można poprawić. Przede wszystkim nie warto etykietować sobie dziecka w głowie i nie skupiać się na tym, że ma autyzm. Bo nie ma, tak naprawdę, jakiegoś schematu pracy z dzieckiem autystycznym. W wielu przypadkach wystarczy okazać ciepło, empatię i zainteresowanie.
Asia: Ważna jest taka naturalność. Zawsze będzie tak, że do jednych dzieci czy nauczycieli będzie nam bliżej, a do innych dalej. Jesteśmy tylko i aż ludźmi i z każdym łączą nas różne relacje. Warto być po prostu autentycznym i otwartym na dziecko, a to, na ile blisko do nas podejdzie i na ile nam zaufa, to już nie jest do końca zależne od nas. Dziecko i nauczyciel muszą się zgrać. Przecież nie wszystkich nauczycieli z naszych lat edukacji lubiliśmy, prawda?
A co w sytuacji, kiedy jesteśmy w trakcie pierwszej lekcji i dziecko jest na nas wyjątkowo zamknięte? Co możemy zrobić, żeby przełamać ten pierwszy lód? Czy to się robi inaczej niż z dzieckiem, które nie jest w spektrum?
Aneta: Jeśli dziecko jest na nas zamknięte, to skoncentrujmy się na czymś, co lubi. Do tego będą potrzebne informacje od rodziców. Jeśli wiemy, że Ania lubi rysować, to nie musimy od razu wjeżdżać z grubą matematyką. Możemy zacząć od rysowania i powoli wprowadzać doń elementy matematyki. Musimy sprawić, że dziecko będzie chciało się uczyć, że będzie chciało do nas wracać. Jeśli nauka będzie przypominać wtłaczanie wiedzy na siłę, nie zadziała to z żadnym dzieckiem, czy neurotypowym, czy atypowym.
[Aneta Brzezińska]
Na ponad 170.000 ogłoszeń korepetycji tylko w 600 pojawia się wzmianka o doświadczeniu i gotowości do pracy z dziećmi w spektrum. Obserwujecie jakiś rodzaj stresu, lęku przed uczeniem i pracowaniem z dziećmi w spektrum?
Aneta: Wyobrażam sobie, że może to być jakiś rodzaj lęku przed tym, z czym się te osoby spotkają. Obraz autyzmu jest często budowany na tych skrajnych zachowaniach. Kiedy ktoś mówi o spektrum, zazwyczaj mamy przed oczami chłopca, który słabo funkcjonuje w społeczeństwie, ma trudności z zaakceptowaniem norm, często reaguje przemocą fizyczną w stosunku do dorosłego. Kiedy myślimy o takich skrajnościach, możemy bać się tego, że nie podołamy, że to może być zbyt trudne. Myślę jednak, że czasami wystarczy takie ludzkie podejście do drugiej osoby, a nie patrzenie przez pryzmat spektrum i przyklejenie etykiety. Oczywiście, w parze ze spektrum idą pewne trudności, ale jest też wiele pięknych cech i plusów. Nie da się spojrzeć na to wszystko tylko z jednej strony.
Asia: Prawda jest taka, że dla dzieci w spektrum najważniejsza jest naturalność w kontaktach z nimi, żeby nie czuły się inne; że ktoś się specjalnie przygotowuje do spotkania z nimi. No przecież my też nie czulibyśmy się komfortowo z wiedzą, że ktoś specjalnie przygotowuje się do spotkania z nami. Kluczem będzie naturalność i autentyczność, bo sami też chcielibyśmy być tak traktowani, więc dlaczego w przypadku dzieci w spektrum miałoby być inaczej?
Są jednak rzeczy, które możemy zaopiekować tak, żeby dziecko nie miało świadomości, że jesteśmy specjalnie przygotowani. Mam tu na myśli na przykład to, jak ważna jest przewidywalność i rutyna w kontekście edukacyjnym? Jak powinniśmy organizować korepetycje, żeby nie powodować dyskomfortu u dzieci w spektrum?
Aneta: Dla osób w spektrum ta powtarzalność jest często bardzo ważna. Istotne może być to, że wsiadają do tego samego autobusu, o tej samej godzinie. W takich przypadkach odbieganie od takich norm może powodować duży dyskomfort. Nie wskazane będzie pewnie w takiej sytuacji żonglowanie godzinami zajęć czy ich częste przesuwanie o pół godziny w jedną czy drugą stronę.
Oczywiście, nie wszystko jesteśmy w stanie kontrolować. Są przecież choroby, zdarzenia losowe. Warto się skupić na reakcjach, które występują w przypadku takich zmian. Obserwować emocje dziecka w związku z tą sytuacją i tu próbować pracować. W dorosłym życiu rzadko bywa tak, że nasze kalendarze są nienaruszalne, a trzeba pamiętać, że te dzieci dorosną, będą obcować z ludźmi neurotypowymi i światem stworzonym dla neurotypowych – to wymaga dostosowania się w niektórych aspektach i nauczenia się funkcjonowania w otaczającym nas świecie. Nauka chodzenia na kompromisy w przypadku osób w spektrum bardzo ułatwia kontakty społeczne i warto poświęcić na to wystarczająco dużo czasu.
Kontakty społeczne to w dużej mierze komunikacja – jak powinniśmy ją dostosować do pracy z dziećmi w spektrum?
Asia: Jest część uczniów w spektrum, która doceni proste komunikaty – przez proste rozumiem dokładne, jasne, nie pozostawiające pola do nadinterpretacji. W związku z tym ta grupa z pewnością ucieszy się, kiedy zrezygnujemy ze skomplikowanych metafor. Natomiast nie warto popadać w skrajność – mówimy autentycznie, naturalnie dla naszego sposobu mówienia, bo dzieci w spektrum, jeszcze łatwiej niż dzieci neurotypowe, wyczuwają nienaturalność.
Aneta: Warto pozbyć się sztywności w założeniach. Jeśli ja, jako nauczycielka, wymyśliłam sobie, że teraz wezmę dziecko do odpowiedzi ustnej, to to dziecko ma tu i teraz ustnie odpowiedzieć. Część dzieci będzie potrzebowała sobie to pytanie zapisać, przeanalizować, być może nawet ustrukturyzować odpowiedź na kartce, a dopiero potem odpowiedzieć. Jeśli to może ułatwić nam komunikację, to dlaczego mielibyśmy sztywno trzymać się pierwotnych założeń. Dajmy sobie trochę modalności i uwagi na potrzeby dzieci, bo przecież konieczność zapisania pytania na kartce nie świadczy o poziomie wiedzy tego dziecka, tylko o jego potrzebach komunikacyjnych.
Jakich błędów powinniśmy unikać?
Aneta: Wiesz, ważne jest, żeby pamiętać, że można przepraszać. Ja wiem, że dla dużej części to może być dziwne, ale jeśli zrobimy coś źle, wejdziemy w złą rolę, możemy i powinniśmy dziecko przeprosić. Nie musimy być nieomylnymi nauczycielami, też mamy prawo popełniać błędy. Dziecko, nie tylko to w spektrum, musi wiedzieć, że w każdej życiowej roli jest miejsce na błędy. Nawet z czterdziestoletnim doświadczeniem można zrobić coś nie tak. Co więcej – często przyznając się do błędu jesteśmy w stanie nawet pogłębić kontakt z dzieckiem. Wystarczy, że zobaczy w nas prawdziwego, życzliwego mu człowieka.
Asia: Błędem może być wchodzenie w role – ja teraz jestem nauczycielem i będę Cię uczyć matematyki. Nie jesteś w roli, jesteś człowiekiem i z tym drugim człowiekiem – uczniem – masz się dogadać i przekazać mu wartość. To, że jesteśmy w jakiejś danej sytuacji nie oznacza, że musimy się zmieniać i wchodzić w skórę kogoś, kim nie jesteśmy.
Bliskodźwięczność słów “autyzm” i “autentyczność” ma dla mnie coraz więcej znaczeń.
Asia: Dzieci zweryfikują naszą prawdziwość dużo szybciej, niż może się nam wydawać.
Czy zajęcia lub nauczanie indywidualne mogą mieć przewagę nad nauką w klasie?
Aneta: Mogą mieć przewagę pod kątem przyswajania wiedzy. Pytanie, czy to jest nasz główny cel? Okej, dziecko nauczy się więcej, bardziej efektywnie, ale zabierzemy mu kontakty społeczne, często jedyne, które to dziecko ma. Czasami dla dzieciaków w spektrum to bywa nawet bardziej istotne niż sama nauka, bo to z tym mają dużą trudność. Z drugiej strony w szkole mogą doświadczać prześladowania, być wytykane palcami jako inne. Może to się wiązać ze znacznie gorszymi konsekwencjami niż braki w wiedzy szkolnej. Wszystko zależy od sytuacji i rówieśników.
Asia: To prawda, do takich rozważań trzeba podejść kompleksowo. Jeśli decydujemy się na nauczanie indywidualne, to zadbajmy o to, żeby gdzieś te kontakty społeczne się pojawiły, np. w kółkach zainteresowań.
A jak to wygląda obecnie w szkołach? Jako psycholożki uważacie, że mamy już rozwiązania na miarę problemu?
Asia: W części szkół mamy już całkiem dobre systemowe rozwiązania, mamy też przepisy, powstają klasy integracyjne. Wiadomo, wszystko będzie zależało od wdrożenia w danej szkole, od tego jacy ludzie pracują jako nauczyciele wspomagający. Znamy dobre, godne pozazdroszczenia przykłady i te gorsze, gdzie rozwiązania istnieją, ale tylko na papierze. Z pewnością jednak idziemy w dobrą stronę i to cieszy. Myślę, że największym wyzwaniem jest dostęp do specjalistów i psychoedukacja dla nauczycieli. No i oczywiście czas i środki, żeby indywidualnie podchodzić do każdego ucznia.
Aneta: Dokładnie! Części dzieci może wręcz przeszkadzać, że na siłę stosuje się do nich przepisy czy wręcza słuchawki, kiedy absolutnie tego nie potrzebują. Nie ma co popadać w skrajności, jeśli chodzi o stosowanie się do wytycznych, bo można bardzo przesadzić i chodzić na paluszkach wokół dzieci, które chcą być traktowane normalnie. Pamiętajmy, że to też może te dzieciaki stygmatyzować, pokazywać, że są inne, a przecież nie są, po prostu nieco inaczej myślą.
Jak korepetycje online mogą pomóc?
Aneta: Niektóre dzieci mają problem, żeby gdzieś wyjść i do kogoś pojechać na korepetycje. W takich przypadkach często korepetycje online mogą okazać się dobrym wyjściem, bo dziecko zostaje w środowisku, które zna, które jest dla niego bezpieczne. Bywa też tak, że podczas korepetycji online dzieci w spektrum nie potrafią się skupić, bo nie ma obok kogoś, kto w razie wątpliwości mógłby wskazać palcem, pokazać coś na żywo.
Na drugim biegunie będą dzieci, które docenią inne środowisko właśnie po to, żeby zachować czysty układ i nie mieszać sobie kontekstów: dom jest od mieszkania, a korepetycje i szkoła od nauki. Znowu – warto rozmawiać z dzieckiem i rodzicami, bo wszystko jesteśmy w stanie dostosować, a indywidualne podejście powinno być remedium na wszystkie problemy.
Asia: Ważne jest też, żeby zachowywać odpowiedni balans. Jeśli dziecko bawi się online, np. gra ze znajomymi, rozmawia online przez komunikatory, to warto taką część jak korepetycje zrobić offline, żeby mogło zmienić kontekst na ten rzeczywisty. Nie możemy zapętlić się w komforcie dziecka i zawsze wybierać dla niego drogi, która będzie przyjemna i znajoma. Żadna skrajność nie będzie dobra.
Aneta: Część przedmiotów nie musi wcale wymagać przecież siedzenia w domu. Biologii możemy uczyć się na ławce w parku, chemii w sklepie drogeryjnym – takie uatrakcyjnienie lekcji powinno pomóc wciągnąć dziecko w proces uczenia się.
Z jaką myślą na temat uczenia dzieci w spektrum chciałybyście nas zostawić?
Asia: Jak nie ma potrzeby, to nie dawać taryfy ulgowej, nie podchodzić z litością. To tylko ustawia te dzieci w gorszej pozycji, a absolutnie nie są gorsze. Mają różne spojrzenie na świat, czasami inaczej się zachowują, ale to piękne i wspaniałe dzieci.
Aneta: Tak jak my wszyscy – możemy mieć różne osobliwości, ale nie powinny nas one definiować, bo istotne jest to, jakim się jest człowiekiem.



